Siedziałam wczoraj w „Wedlu” na Krakowskim Przedmieściu, popijałam herbatkę pomarańczową, wstrzymywałam się od jedzenia czekolady i gawędziłam ze znajomą dziennikarką na temat duchowości  i pieniędzy. Czy do siebie pasują, czy się wykluczają, czy mogą się wspierać, czy taki duet całkowicie nie wypada... No i najważniejsze: czy duchwość może pomóc w zarobieniu pieniędzy??

(Oczywiście, że może, bo może pomóc w każdym temacie, więc i w tym także. Ale o tym za chwilę...)

Chętnie się porozwijałam, bo to w sumie ciekawe.

Jestem fuzją materii fizycznej i materii świetlistej. Fuzją ciała i duszy. Materia fizyczna wie, co z pieniędzmi robić. Ale po co materii świetlistej pieniądze? Czy w ogóle ich potrzebuje?

Na pierwszy rzut oka pieniądze nie pasują do duchowości. Są niskie, ziemskie, materialne i wodzą na pokuszenie. Wywołują rumieńce, ba! budzą  wielkie namiętności . Niektórzy cały swój dorosły czas na planecie Ziemia dedykują właśnie im, chociaż nikt ich w wieczną podróż do nieba nie potrafił jak dotąd zabrać ... Pieniądze należą wibracyjnie do Ziemi i pozostają na Ziemi na wieki wieków.

Właściwie tylko w do szpiku kości materialnej kulturze (takiej, jak w tej chwili nasza) pieniądze mogą zajmować poczesne miejsce. Jeśli NAPRAWDĘ byłoby dla wszystkich jasne, że jesteśmy tu  tylko na chwilę, po to by odrobić lekcje, które sami sobie zadaliśmy w jeszcze przed urodzeniem w niebie, to nie gonilibyśmy za kasą, tylko otwierali serca i kochali pokój.

Z drugiej strony ta ziemska ziemskość  pewnie czemuś służy. W końcu bez sensu byłoby opuszczać duchowy dom cudownego spokoju dla takich samych klimatów na Ziemi... Po co te wszystkie trudy fuzji duszy z ciałem, jeśli byłoby tu drugie niebo?

A więc ziemski poligon i szkoła przetrwania muszą czemuś służyć. Co to za sztuka być dobrym i kochającym w super bezpiecznym środowisku? Prawdziwą lekcją jest zachowanie dobrych odruchów na wojnie. Na Ziemi jest trudno i wymagająco, trzeba się odziać, coś zjeść, gdzieś mieszkać. Z materią trzeba sobie poradzić i najwyraźniej tak ma być.

A jeśli taki jest plan, to wolę myśleć o materii jako o wymagającym nauczycielu, a nie jak o oprawcy. Z nauczycielem jakoś się dogadam, z oprawcą nigdy. Patrzę w twarz nauczyciela i szukam uśmiechu pod jego wąsem. I jeśli to naprawdę szkoła, to wybieram takie lekcje, które lubię. Ma być zabawnie i przyjemnie. Ponoć w takich warunkach najlepiej się przyswaja ;)

Tak więc odrabiam lekcję, ale na swoich warunkach. W tym co mnie pasjonuje i ciekawi. Materia mi pomaga i sprzyja, akceptuje ją jako ziemską wartość  i się nią cieszę.

W tym sensie pieniądze to nie tylko waluta zewnętrzna, to przede wszystkim waluta wewnętrzna. Jeśli nie cieszy mnie sposób zarabiania pieniędzy, to jestem ofiarą materii, a nie jej uczniem. Moja dusza wraz z moim ciałem realizują się w tym, na co dusza miała chrapkę patrząc z góry na Ziemię. Nie wiem, jak długo przeciętna dusza czeka na zejście w ciało. Wyobrażam sobie jakie czyni sobie w duchu obietnice, czego to nie spróbuje, czego nie dokona... A potem dostaje niskimi wibracjami po łbie i zaczyna się bać. Że nie przetrwa, zginie, a jeszcze przed marną śmiercią naje się wstydu pod mostem...

I właściwie chyba o to właśnie chodzi, żeby się nie przestraszyć. Nie bać się niczego. Rozmawiać z duszą, wierzyć jej i ją rozpieszczać. Robiąc dokładnie to, na co ma ochotę. Hildegarda z Bingen ładnie powiedziała, że człowiek żyjący w przyjaźni z duszą, zawsze doczeka się owoców swoich działań na Ziemi. Jeśli słucha duszy... Wierzę Hildegardzie. W końcu sama mocno działała. Budowała, tworzyła, kreowała. Była dzielna, odważna, bezkompromisowa, niesamowicie twórcza. Jestem pewna, że Jej moc miała doładowanie duchowe.

Potencjał wyższych wymiarów świadomości nie zna granic . W naszym świecie wewnętrznym drzemie wielki potencjał do przezwyciężania wszelkich ziemskich trudów. Jak to działa?

To proste.

Najtrudniejszą do przeprowadzenia kwestią na Ziemi jest zmiana wibracji. Jeśli dorastamy w kłótniach, trudno nam sobie wyobrazić dom spokojny. Kiedy zbyt długo nie znamy miłości, wibrujemy emocjonalnym głodem i trudno wtedy o happy end w relacji. Bojąc się materii, trudno otworzyć  Sezam. To nie idzie w parze.

Świat zewnętrzny dosłownie odbija naszą wewnętrzną prawdę. Jak lustro. Pokazuje naszą wewnętrzną kondycję, rezonuje z wewnętrzną częstotliwością energetyczną.

Nie jest łatwo zmienić wewnętrzną opowieść. Mamy tendencje do narzekania i taplania się w tym, w czym tkwimy. Starannie dobieramy ludzi, by nas na nowo ranili i gruntowali w dobrze znajomym bagienku. Kurczowo trzymamy się znajomej wibracji.

Bo jak tu stać się tym, czego się nie zna? Jak brzydkie kaczątko ma stabilnie wibrować częstotliwością pewnej siebie piękności? Albo nie kochane dziecko poczuciem wartości i bezpieczeństwa? Jak poczuć w sobie TO coś, czego się nie doświadczyło i w ogóle nie zna??

Nie jest to łatwe. Ale temu właśnie służy rozwój osobisty, warsztaty i terapie: zmianie wibracji, poprzez rozwój świadomości. Można przekroczyć ugruntowaną przez doświadczenia wibrację i dosłownie wejść w strumień innej, tej bardziej obiecującej, dla nas korzystniejszej.

W wyższych stanach świadomości proces transformacji jest właściwie dość szybki. W czwartym wymiarze możemy odszukać swój zamek, swój skarbiec, wejść po marmurowych schodach do oszałamiających, pałacowych wnętrz i poczuć się panią na włościach, królem zamku.  Wibrujemy wtedy wewnętrzną obfitością, której nigdy nie zaznaliśmy w 3D. Pamięć przeżytej w wyższym wymiarze wibracji zostaje w naszym „Ja”. Sprawy na planecie Ziemia zaczynają przybierać inny obrót... Dlaczego? Właśnie dlatego, że zaczerpnęliśmy innej wibracji. Emanujemy poczuciem bezpieczeństwa materialnego (bo czego się tu bać, skoro w komorze stosy złotych monet, a w moim przypadku dodatkowo na wzgórzu mała łączka pełna szmaragdów..., w razie potrzeby mogę tam zawsze pójść  i się doszmaragdować).

Świat zewnętrzny od razu to odczytuje i dostraja do pałacowych wibracji... Oczywiście 3D zawsze się trochę spóźnia. Słynny bufor czasowy planety Ziemia. No ale przy niskich wibracjach Ziemi może to i lepiej, że nie wszystko się od razu manifestuje. Jest czas na okrzepnięcie J

W naszych wewnętrznych światach drzemie wielka terapeutyczna moc.

Są w nas wielowymiary. Wyższe stany świadomości. W nich istniejemy inaczej niż tu. Tam nie musimy się tak bać. Idąc przez nie z miłością w sercu, możemy uczyć się, czerpać i zmieniać. Siebie i rzeczywistość wokół.

Duchowość i pieniądze?  Razem rączka w rączkę? Oczywiście, że tak. Niech nas wyższe stany świadomości wspierają. Jak fuzja, to fuzja. Niech sobie wszystkie wymiary pomagają i współdziałają. Znaczy, ja fizyczna ze sobą świetlistą i na odwrót.

Czas na jedność.

 

I co Wy na to?