„Tym gadaniem o tych elfach strzelasz sobie w kolano”- ponuro zwyrokował jeden z moich najserdeczniejszych przyjaciół, głęboko zatroskany moją otwartością na blogu. Ale po co mi osobisty blog na którym nie mogę mówić tego, co wiem?

Naprawdę doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mówienie o istnieniu krasnoludków jest co najmniej dziwne. Dla mnie samej również!

Od ponad czterdziestu lat byłam pogodzona z faktem, że żadnych skrzatów nie ma, chociaż w dzieciństwie marzyłam o tym, żeby zobaczyć jak siedzą na leśnej polanie wśród czerwonych muchomorów, dyndają nóżkami w skórzanych trzewiczkach i są ubrani w zielone i czerwone wełniane kubraczki. Chyba każde dziecko  ( i wielu dorosłych w głębi serca również...) chciałoby zobaczyć na własne oczy elfa, wróżkę i czarodziejski zamek na szczycie skalistej góry. Te pragnienia są jak najbardziej uzasadnione, bo jak się okazuje, drzwi do świata baśni są w każdym z nas... Tęsknimy po prostu za częścią samych siebie.

Jednak dorosłemu Kartezjańczykowi z „dwojga złego”, łatwiej pogodzić się z istnieniem Aniołow niż elfów. A fakt pozostaje faktem. Tak samo jak na planecie Ziemia, w fizycznym świecie 3D, jeżdżą po ulicy samochody, autobusy i tramwaje, tak samo w wyższych wymiarach żyją w lasach jednorożce, mają swoje chatki krasnale, elfy urządzają bale. Ogląda się ten baśniowy świat dokładnie tak samo, jak ziemski real. Grzywę jednorożca można przeczesać  dłonią, rozkoszować się miękkością białej sierści,  dotknąć palcem żyłkę pulsującą na jego szyi. Zaprzyjaźniony krasnal częstuje na podwieczorek malinami w szklanej salaterce. Elfy zapraszają na swój bal i obdarowują przepięknymi sukniami. Materiały i dodatki zadowolą najbardziej stęsknione bajkowego czaru gusta: tęczowe jedwabie ponaszywane migoczącymi diamencikami, tiuly, hafty, mieniące kolory, kryształowe pantofelki. Gra muzyka, wirują pary, bal jest prawdziwy, suknia zachwycająca, radość z tańca najprawdziwsza.

Co ciekawe, w wymiarze baśni, udając się na bal, nasza fryzura dopasowuje się do wydarzenia! Balujące osoby najczęściej mówią o bujnych splotach, kaskadach ufryzowanych loków, puszystych falach na głowie.

Światy mentalne odbiera się zmysłami dokładnie tak samo jak świat fizyczny. MY jesteśmy w wyższych światach tak samo obecni jak w sklepie z warzywami kupując włoszczyznę  na zupę pomidorową. W wyższym wymiarze woda jest mokra, maliny w ustach słodkie, słyszmy szelest długiej sukni, pobrzękiwanie kryształów w kandelabrach, a dotyk dłoni elfa jest ciepły i przyjazny.

Są też różnice. Osoby kalekie w wyższych wymiarach odzyskują totalną sprawność. Chodzą, biegają, pływają. Nasza wieczysta świadomość uwolniona z fizycznych pęt wraca do kodu optimum: wszystko jest w porządku.

Pracowałam z mocno schorowanym mężczyzną spustoszonym fizycznie przez chorobę Parkinsona i osteoporozę. W trakcie medytacji miał kłopot z zachowaniem stabilnej pozycji na krześle, kręcił się i wiercił. Współczułam mu i obawiałam się, jaki to wszystko będzie miało wpływ na jakość skupienia i w konsekwencji na możliwość wznoszenia w wyższe wymiary.

To była dla mnie wielka nauczka. Mimo ograniczeń ciała, mężczyzna świetnie i skutecznie współpracował. Błyskawicznie znalazł się w wymiarze baśni, zaczerpnął wyższych wibracji okazując czułość i miłość potężnemu cedrowi  i po chwili dosłownie jak rakieta wystrzelił do góry.

Jestem przeciwnikiem zbyt szybkiego wznoszenia przez kolejne wymiary, bo albo w trakcie pracy pacjent dosłownie „utknie” i nie może wznieść się w górę już ani o centymetr, albo szybko traci siły i chce wracać na Ziemię. Chyba najgorszy wariant jest jednak taki, że wszystko przebiega zankomicie, dynamika wzniesienia jest harmonijna, podróżujący bez problemu dociera w kręgi kosmiczne, spotka Przewodników, Anioły, rozmawia, ma piękną interakcję, ale po powrocie nie docenia tego, co się wydarzyło. Albo ego nie jest w stanie przyjąć wniosków z podróży, bo wymagało by to znacznej przebudowy autowizerunku, albo mechanizmy obronne umysłu nie pozwalają na optymalne, duchowe żniwa.

 

Tu przypomina mi się fenomenalna praca z osobą mocno poranioną i znerwicowaną, szalenie inteligentną i kreatywną, która pracowała wspaniale, docierała bez wysiłku wysoko, spotykała społeczności pierwszego kręgu kosmicznego, drugiego, trzeciego, ale patrzyła na wszystko z perspektywy ciekawskiego psiaka. Nie dostrzegała żadnych potrzeb duchowych. Łatwość wznoszenia wzmacniała u niej wszystkie słabości ego, spotkania z istotami Światła wzbudzały jedynie zainteresowanie ich technologiami, zaawansowaniem cywilizacyjnym itd. Wzbudziło to mój sprzeciw. Każda informacja ma według mnie sens tylko wtedy, kiedy wiemy co z nią zrobić dla ogólnego dobra. A takie rozeznanie wymaga dojrzałości i rzetelnej pracy z traumami. W przeciwnym razie wszystkie uzyskane informacje są w rękach skrzywdzonego dziecka, nawet wtedy, kiedy to dziecko ma czterdzieści lat.