Nigdy nie sądziłam, że może mnie kiedykolwiek zainspirować świat polityki. Omijam go szerokim łukiem, bo mnie nudzi. Ale kiedy jesienią 2015 roku, przez przypadek przeczytałam sejmowe wystąpienie Kornela Morawieckiego, doznałam olśnienia! Słowa: „... potrzebna jest nowa solidarność, młodych ze starymi, zdrowych z chorymi, przedsiębiorców z pracownikami...” dosłownie mnie zgalwanizowały! Moje serce zaczęło szybciej bić i pomyśłałam sobie: tak! To jest to! Nowa solidarność! Świetny pomysł! Politykom pozostawię młodych i starych, służbie zdrowia chorych, a sama zajmę się tym, co mnie najbardziej dotyczy: solidarnością głowy z sercem. Rozumu z duszą. Paradygmatu kartezjańskiego z poradygmatem holistycznym.

Jestem semantykiem, duchowym coachem, a także badaczem duchowości św. Hildegardy z Bingen. Mam na to stosowne papiery, co i tak nie uchroniło mnie przed podejrzliwymi spojrzeniami (czy to, o czym ona gada nie jest przypadkiem niebezpieczne?) i dużo poważniejszymi, wewnętrznymi dylematami pt. „Jak w do bólu racjonalnym świecie mówić o duchowości  i potencjale serca, obronić temat i nie wyjść przy tym na oszołoma?”

Całymi latami strałam się tak ubrać, pomalować, wysłowić, sprostać, przystosować, dopasować, żeby broń Boże nie otrzymać etykiety odmieńca.

A nie było to łatwe, bo robię rzeczy, które mocno wystają poza ramy naszej kultury, choć paradoksalnie są jej fundamentem... Ale o tym później.

Pracuję na co dzień z aniołami, z wewnętrznym Światłem, wiem jak  wejść do świata baśni, gdzie można pogładzić grzywę jednorożca i przyjąć salaterkę malin z rąk życzliwego krasnala. Albo zatańczyć na balu elfów. Pracuję z wyższymi wymiarami ludzkiej świadomości, które w dzieciństwie nas elektryzują i fascynują, ale o których jako dorośli zapominamy, myślimy o nich z wzgardą i powątpiewaniem. A przecież nie są to jakieś zewnętrzne krainy, do których trzeba się przeprawiać przez rzekę zapomnienia, rozstawać na jakiś czas z fizycznym ciałem i narażać na ataki złego. Wyższe światy są zawsze w nas. Dostępne dzień i noc. Łącznikiem z nimi jest nasze serce. To przez serce możemy się tam dostać, zdobywać wiedzę o sobie i swoim życiu, rozmawiać w kosmosie ze świetlistymi przewodnikami.

Słowa Morawieckiego uświadomiły mi, że mam dość ciągłego kamuflażu, dość przywdziewania  pozorów i kulturowego  „moro”. Dość  gimnastyki w lewopółkulowym świecie.  Moja frustracja jest jak najbardziej na miejscu.

Urodziłam się i wychowałam w kulturze, która do gry na fortepianie życia każe mi używać  tylko jednej ręki, podczas gdy ja wiem, że mam dwie! Mam i rozum i duszę i w moim dobrze pojętym interesie jest korzystanie z całego dostępnego mi potencjału, aby przeżyć to życie w najlepszy możliwy sposób.
Wszyscy zasługujemy na całość siebie.

Dlatego rzeczywiście czas na nową solidarność. Nie tylko polityczną, socjalną i społeczną. Czas przede wszystkim na nową solidarność wewnętrzną. Na zbudowanie autostrady z głowy do serca. Na postawienia mostu między rozumem i duszą.

A że świat najlepiej zmieniać od siebie, dlatego zacznę od postawienia swojego prywatnego Golden Gate. Opowiem dokąd zaprowadziło mnie moje serce, jakie światy przyszło mi przemierzać i jak sobie z tym radziła moja kartezjańska  głowa. Będę o tym mówić bez presji rozumu, bez stresu, strachu i oglądania się na to, „co ludzie powiedzą”. Miło jest w końcu otwarcie mówić o wizytach w krainie elfów, czy spotkaniach z aniołami. Ale najmilsze jest podzielenie się odkryciem fenomenalnego potencjału, jaki drzemie w każdym z nas. Mamy w sobie kopalnię kosmicznej wiedzy, super efektywne narzędzia do poprawy zdrowia, osiągania szczęścia, przeżywania swoich dni na planecie Ziemia w pełnej  świadomości kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Czas zacząć z tego wszystkiego korzystać. Zakończyć  wojnę między paradygmatami.  Niepotrzebne są te frakcje! Dlaczego mam wybierać między sobą i sobą? Ja chcę całej siebie! Jako rasowy Kartezjańczyk chcę sięgnąć po wszystko!

Mam nadzieję, że moja opowieść okaże się inspiracją dla ludzi poszukujących  sensu życia, ale również dla tych, którzy mają już dość  przedzierania się przez jednowymiarową dżunglę naszego świata i tęsknią za czymś więcej. Tęsknią i nawet nie przeczuwają, że rozwiązania są tuż, tuż, bardzo blisko, na dnie ich własnego serca...